Jak rozpoczyna się poród? Jak odróżnić skurcze porodowe?

W filmach widzimy jak kobieta stoi w sklepie przy kasie i nagle ni z gruszki ni z pietruszki, jej brzuch opada, a ona stoi w kałuży.

Następnie krzyczy do męża „John, ouł maj gad, odeszły mi wody!” W kolejnej scenie widać ich w pośpiesznej podróży na sygnale do szpitala – karetką tudzież taksówką, pod eskorta policji a w jeszcze kolejnej scenie widzimy piękną umalowaną mamę, nawet w pełniejszym makijażu niż przy owej kasie – z pięknym pulchniutkim różówiutkim bobaskiem w ramionach.

Nie chce was rozczarowywać… ale tak to nie NIE wygląda.

Spis treści:
  1. Odejście wód płodowych
  2. Skurcze
  3. Kiedy jechać do szpitala?

Odejście wód płodowych

Poród owszem – może rozpocząć się od odejście wód płodowych (jak w filmie) – ale tak zdarza się w tylko u około 10% kobiet. U większość pęcherz płodowy (czyli ta struktura, która utrzymuje płyn owodniowy i dziecko w macicy) pęka już w TRAKCIE porodu.

U części nawet ten pęcherz trzeba przebić, bo nie chce pęknąć sam. A bardzo rzadko, ale jednak zdarza się, że dziecko urodzi się otulone całym niepękniętym pęcherzem płodowym.

Taka sytuacja nazywa się potocznie „w czepku urodzony” i podobno zdarza się raz na 3-10 tysięcy narodzin. I podobno takie dzieci mają wyjątkowe szczęście życiu 😉

Skurcze

Najczęściej poród zaczyna się SKURCZAMI: No i teraz pytanie, jak odróżnić te skurcze porodowe od tych „przepowiadających” (które ma nie każda kobieta – notabene) lub, od tych które ma prawie każda kobieta, czyli skurczy Braxtona-Hicksa – (niebolesnych napinań brzucha w drugiej połowie ciąży).

Odpowiem wam, że to wcale nie jest takie łatwe i niekiedy nawet my lekarze możemy to mylnie odczytać. Zasad, jak je odróżnić, jest kilka.

Jak odróżnić skurcze porodowe?

  1. Jeżeli są rzadziej niż co 10 minut, to nie są to jeszcze regularne skurcze porodowe – choć trzeba obserwować, bo mogą się w nie przemienić.
  2. Jeżeli skurcze mijają po przyjęciu leków rozkurczowych (nazwy nie podam, ale będą to leki zawierające np. Hyocynę lub drotawerynę) to też znaczy, że jeszcze nie są to skurcze porodowe.
  3. Jeżeli możecie normalnie funkcjonować podczas skurczu – możecie dalej spać, gotować obiad czy zajmować się dzieckiem – to też nie są to skurcze porodowe.

Kobieta, która ma skurcze porodowe wygląda dość charakterystycznie! Jak wchodzi na izbę przyjęć i zaczeła już rodzić to – to od razu to widać.

Normalnie z nami rozmawia, a nagle przybiera pozycję zgiętą niemalże w pół – mówi: skurcz skurcz, potem pół minuty nie mówi nic, czasami jęczy tylko lub krzyczy- a po tej chwili dalej z nami normalnie rozmawia.

Jeżeli tak kobieta wygląda to nawet na izbie przyjęć nie robimy jej zapisu KTG tylko do razu idzie na salę porodową. Jeżeli mamy wątpliwości czy to na pewno już skurcze porodowe to posiłkujemy się tym badaniem.

Tak zaczyna się większość porodów – nie da się tego przegapić.

Kiedy jechać do szpitala?

Jeżeli będziecie mieć regularne skurcze co 7-10 minut to znaczy, że trzeba jechać do szpitala. Macie na to na pewno kilkadziesiąt minut.

Powiecie teraz – „a ja słyszałam, że mojej bratowej sąsiadki koleżanka urodziła w taksówce, bo poród był tak szybki”. Albo przytoczycie mi ostatnio medialną historię porodu w tramwaju.

Ok. Ale. To się zdarza naprawdę bardzo rzadko. Poza tym to się zdarza u kobiet, które już rodziły i… wiecie co… każdej z was takiego szybkiego porodu życzę! Ja bym tam na taki ekspresowy poród nie narzekała.

Poród może też rozpocząć się „podstępnie” tzn. bez ewidentnego odejścia płynu, bez bolesnych skurczy – może objawić się plemieniem z dróg rodnych albo sączeniem się płynu owodniowego. To także zdarza się rzadko, ale jednak może tak być.

Dlatego podsumowując do szpitala do porodu jedziemy, jeżeli:

  • mamy regularne skurcze co 7-10 minut,
  • odpłynął nam płyn owodniowy,
  • mamy uczucie, że sączy się płyn owodniowy,
  • mamy krwawienie lub plamienie w późnym trzecim trymestrze.

Chcecie wiedzieć jak było u mnie?

9.11.2015 – będąc już w 39. tygodniu ciąży, obudziałam męża o 2 w nocy – „Kuba, ja chyba rodzę, mam skurcze”. „Daj spokój ty masz te skurcze już od miesiąca, idź spać”.

Starałam się zasnąć, ale nie mogłam leżeć, musiałam chodzić po mieszkaniu. Zaczęłam mierzyć ich częstość – były co 8 minut, ale jeszcze wcale mnie tak nie bolały.

O piątej rano już nieco zmęczona w sumie tym skądinąd miernym bólem – obudziłam ponownie Kubę.
– „Dobra Kuba, jedziemy teraz zanim dyżurni się zmienią – szósta rano to najlepszy czas w szpitalu na przyjęcie”

– „Nicola, ale to niemożliwe, że ty rodzisz. Ja jeszcze nie jestem gotowy!” (Tak naprawdę tak powiedział! Haha)

Mój mąż się grzebał, o 6:30 byłam jednak już na sali porodowej. O 7:00 zdecydowano się mi przebić pęcherz płodowy. To był strzał w dziesiątkę. Bolało strasznie, ale o 10:35 miałam już Rogerka na brzuchu – gotowy czy nie gotowy na pewno mój mąż był bardzo szczęśliwy.

A jak było u was?

Karmienie piersią a kolejne ciąże

Co, jeżeli w trakcie karmienia nie chcemy zajść w ciążę? Jakie są dozwolone metody antykoncepcji? Co, jeżeli chcemy zajść w ciążę? Czy wraca płodność, gdy karmimy piersią?Czy możesz karmić będąc w kolejnej ciaży?

Spis treści:

  1. Antykoncepcja u kobiet karmiących piersią
  2. Płodność w trakcie karmienia piersią
  3. Czy w ciąży można karmić piersią?

Antykoncepcja u kobiet karmiących piersią

Na wizycie popołogowej, czyli 6 tygodni po porodzie (niezależnie od tego czy poród był siłami natury, czy przez cesarskie cięcie) – lekarz ginekolog powinien ustalić z pacjentką jej dalsze plany rozrodcze i opisać możliwe metody antykoncepcji.

O tyle, o ile u kobiet, które nie karmią piersią można zastosować wszystkie metody, to u kobiet karmiących nie stosuje się najczęstszej metody antykoncepcyjnej, czyli tabletki dwuskładnikowej – metody wygodnej i bardzo skutecznej.

Według oficjalnych zaleceń teoretycznie można u kobiet, które karmią tę metodę stosować, w praktyce jednak nigdy nie widziałam kobiety karmiącej, która stosowała klasyczną dwuskładnikową antykoncepcję. Wynika to z obaw przed niekorzystnym wpływem estrogenów na karmienie oraz możliwości przenikania tego hormonu do mleka matki.

Trzeba podkreślić, że karmienie, mimo że zmniejsza szanse pełnego prawidłowego cyklu miesięcznego z owulacją, to nie jest skuteczną metodą antykoncepcyjną. Co więcej, problemem jest także to, że kobieta, która karmi i zazwyczaj nie miesiączkuje, o potencjalnej ciąży może długo nie wiedzieć.

Typowe objawy wczesnej ciąży – jak bóle i obrzęk piersi, plamienia czy pobolewania w podbrzuszu – mogą być przez długi czas rozumiane jako objawy karmienia piersią a nie ciąży.

Nieraz widziałam kobietę zdziwioną, że jest w ciąży – „Pani doktor, to przecież niemożliwe – ja wciąż karmię” – a zgłosiła się do ginekologa bo „poczuła ruchy dziecka”, czyli w połowie ciąży.

Oczywiście, jeżeli kobieta chce rychło zajść w kolejną ciążę, to nie zaleca się antykoncepcji – chyba że urodziła przez cięcie cesarskie. Wtedy powinna być pouczona, że bezpiecznie kolejną ciążę powinna planować nie wcześniej niż 9 miesięcy od porodu (odstęp między porodami półtora roku).

Zarówno u kobiet po porodzie siłami natury jak i po cc (które karmią piersią), mamy te same metody antykoncepcji, czyli:

  1. Tabletka jednoskładnikowa (progesteronowa) – tzw. minipigułka. Przyjmuje się ją codziennie o stałej porze. Nie jest tak skuteczna jak tabletki dwuskładnikowe, ale przyjmowana według zaleceń oraz łącznie z ochroną jaką daje karmienie, bardzo rzadko skutkuje ciążą. Metoda tania (ok. 20 zł na miesiąc) i łatwo odwracalna.
  2. Wkładka domaciczna – klasyczna bez hormonów lub hormonalna. Zakładana na 3-5 lat – jest najbardziej wskazana u kobiet, które przez tak długi czas nie planują ciąży. Metoda droższa, bo to wydatek rzędu 200-1000zł na początek. Odwracalna, ale tylko z pomocą ginekologa – w odróżnieniu od stosowania tabletek, wkładki pacjentka sama nie może usunąć.
  3. Implant lub zastrzyk progesteronowy. Metody bardzo często stosowane np. w UK – w Polsce natomiast stosowanie ich jest rzadkie. Mają wysoką skuteczność. Cena zastrzyków jest bardzo niska, kilkanaście do kilkudziesięciu złotych raz na 3 miesiące. Implant to koszt około 1000zł raz na 3 lata. Wadą obu metod jest ich odroczona odwracalność – przy zastrzyku trzeba odczekać okres aż lek przestanie działać, czyli ok 3-4 miesiące, a przy implancie trzeba udać się do lekarza aby go usunąć. Dodatkowo obie te metody często powodują nieregularne plamienia z dróg rodnych – i głównie dlatego mało kobiet się na nie decyduje.
  4. Prezerwatywy. U młodych rodziców stosunki płciowe są raczej rzadkie i często ta metoda okazuje się zupełnie wystarczająca. W razie czego – można po stosunku zastosować także…
  5. Tabelki po stosunku – do 72 h. U kobiet karmiących bardziej wskazana jest tabletka z lewonorgestrelem niż tabletka z octanem uliprystalu (ze względu na brak badań na kobietach karmiących).

Istnieją też naturalne metody planowania rodziny u kobiet karmiących i znajdziecie dużo informacji na ten temat w Internecie. Prawda jest taka, że u kobiet karmiących – klasyczne metody kalendarzykowe czy objawowo–termiczne – są bardzo niemiarodajne i jako lekarz nie mogę ich uznać za skuteczne metody antykoncepcji.

Płodność w trakcie karmienia piersią

Temat trudny i niejednolity. Czytając dalszy fragment tego tekstu być może stwierdzicie, że nic nowego się nie dowiecie i tylko namieszam wam w głowie, ale dajcie mi szansę. Na koniec tej części będzie podsumowanie, które mam nadzieję będzie najlepszą poradą i będzie to coś, czego nie znalazłam w artykułach i zaleceniach, które przewertowałam specjalnie do tego wpisu. Więc są spore szanse, że i dla was będzie to nowość.

U kobiet, które z różnych powodów nie karmią, owulacja występuje w przeciągu 6 tygodni od porodu, a miesiączka – do 8 tygodni od porodu. Dlaczego o tym piszę skoro post jest o kobietach karmiących? Tylko dlatego, że podobna sytuacja występuje, jeżeli przez cały okres karmienia (jak długi by nie był) nie miałyście miesiączki (a może tak być i jest tak u ok.30% kobiet), to miesiączka powinna się pojawić do 2 miesięcy od odstawienia dziecka.

Pojawienie się miesiączki u kobiety niekarmiącej można uznać za objaw powrotu płodności. Natomiast u kobiet karmiących nie jest to takie oczywiste.

Mogą mieć miejsce trzy różne warianty z podobną częstością:

  1. prawidłowy cykl z owulacją już w cyklu poprzedzającym pierwszą miesiączkę,
  2. cykl z miesiączką, ale bez owulacji – zazwyczaj po 2-3 cyklach bezowulacyjnych, cykle stają się owulacyjne,
  3. może być i owulacja, i miesiączka, ale faza lutealna nie będzie jeszcze gotowa na przyjęcie ciąży i jej utrzymanie.

W pierwszym przypadku wraca płodność zanim się zorientujemy. W drugim i trzecim – kobieta myśli, że wróciła płodność a wcale tak nie jest.

Co gorsze – nie wiemy u której kobiety, która sytuacja ma miejsce.

Zasadniczo – w pierwszych 6 miesiącach przy wyłącznym (!) karmieniu piersią, szanse na ciążę są rzędu 2%. W drugim półroczu szanse na ciążę są „tylko” ok. 15%.

Tylko jak rozumieć to „wyłączne karmienie”?

Okazuje się bowiem, że sam fakt nie dokarmiania dziecka piersią może nie wystarczyć. Bowiem karmić należy w określony sposób. W oparciu o Metodę Niepłodności Laktacyjnej (LAM – Lactational Amenorrhea Metod) zalecaną przez WHO możemy wnioskować, że poza warunkami koniecznymi (dziecko <6. mż., brak miesiączki u mamy, dokarmianie nie więcej niż 1 x/dobę lub dopajanie nie więcej niż 2 x/dobę) należy też spełnić te, które jej skuteczność zwiększają, czyli:

  • częste karmienia zgodne z potrzebami dziecka, zarówno w dzień jak i w nocy, nie rzadziej niż 6 x/dobę,
  • przerwy w karmieniu nie dłuższe niż 4 h w dzień lub 6 h w nocy,
  • efektywne karmienie (prawidłowe przystawienie, ssanie oraz przybieranie na wadze malucha),
  • uniakanie dokarmiania/dopajania,
  • unikanie podwania smoczka uspokajacza,
  • karmienie łącznie min. 100 min/dobę.

Po roku karmienia szanse na ciążę nie odstawiając dziecka są rzędu ok 30-40%. Sporo, ale to wciąż mniej niż połowa kobiet. Czy to znaczy, że kobieta musi odstawić dziecko, żeby zajść w drugą ciążę? Zdecydowanie nie uważam, żeby tędy była droga, ponieważ – uwaga, uwaga – jeżeli nie wróciła wam płodność to znaczy, że wasze ciało zdecydowało, że nie jest gotowe aby wykarmić dwoje dzieci – jedno piersią a drugie macicą. Nie bądźmy mądrzejsi od natury. Ona najlepiej wie, kiedy nasze ciało będzie gotowe stworzyć nowe życie. U jednych kobiet będzie to po pół roku, u innych dopiero po zakończeniu karmienia.

Co zatem z kobietami, które nie mają miesiączki – karmią a chcą już zacząć starać się o kolejną ciążę? Mają dwie opcje – mogą obserwować ciało (patrzeć na śluz – czy jest płodny, na temperaturę) lub mogą pójść do ginekologa na USG, żeby ocenić jajniki i macicę – czy widać już oznaki, że narząd rodny “rusza”… Osobiście polecam tę drugą metodę, bo jest bardziej miarodajna i bardziej obiektywna.

Zdarza się tak, że kobieta koniecznie chce zajść w kolejną ciążę – na przykład ze względu na swój wiek lub ze względu na sytuację zawodową – a jej ciało nie jest gotowe na kolejną ciążę tak długo jak karmi. Wtedy – i tylko wtedy, można się zastanowić nad zakończeniem karmienia w celach rozrodczych.

Czy w zdrowej ciąży można dalej karmić swoje dziecko?

Temat, który powoduje zaskakująco dużo kontrowersji. Sama byłam kilka razy zaskoczona, gdy pacjentce w zdrowej ciąży zalecono zakończenie karmienia, ponieważ… jest w ciąży. Nie chcę się wtrącać w decyzję innych lekarzy, więc pozostawiałam to raczej bez komentarza – ale wypowiem się tu… tu mi wolno.

Po kilkugodzinnym przestudiowaniu zaleceń i fachowej literatury medycznej – żeby nie było, że przekazuje wam niepotwierdzoną wiedzę… W niepowikłanej ciąży MOŻNA dalej karmić swoje pierwsze dziecko, od zapłodnienia aż do samego porodu.

Inna jest kwestia, jeżeli kobieta nie chce dalej karmić – bo jest zbyt zmęczona kolejną ciążą, źle się czuje, ma nasilone mdłości, bolą ją piersi… to jest zawsze indywidualna decyzja jej i dziecka, którą powinno się uszanować – czy to jako koleżanka, czy jako lekarz.

Nie mniej jednak chce podkreślić, że kontynuacja karmienia piersią w kolejnej ciąży NIE zagraża rozwijającemu się płodowi.

Gdyby karmienie piersią zagrażało kolejnej ciąży, to natura by to tak rozwiązała, że kobieta w całym okresie karmienia piersią nie byłaby płodna… A jak już napisałam wyżej w tym poście – tak nie jest.

Opryszczka w ciąży – czy jest groźna?

Chciałabym rozprawić się z kolejnym mitem ciążowym czyli o szkodliwości opryszczki w ciąży. Nie pamiętam dokładnie, ile moich pacjentek dzwoniło do mnie w panice, ale było ich dziesiątki.

– „Pani doktor wyskoczyło mi zimno, co mam zrobić? Czytałam w Internecie, że zaszkodzi to dziecku.
– Spokojnie, a gdzie ma Pani tę opryszczkę?
– No jak to gdzie? Na ustach!
– Ok, to proszę się nie przejmować. Może Pani użyć takiej samej maści albo plasterków jak przed ciążą (nie podam wam tutaj nazwy leku, ponieważ nam lekarzom nie wolno tego robić).
– Pani doktor, to czemu w Internecie piszą, że to szkodzi?
– A bo ja wiem…?”

Pierwsza opryszczka w ciąży

A teraz do rzeczy. Groźna (jeżeli w ogóle) jest tak zwana pierwotna infekcja – czyli „pierwsza opryszczka w życiu”. Co więcej, martwi nas opryszczka genitalna a NIE ta wargowa, i to ten wirus (HSV-2) może być przeniesiony na dziecko podczas porodu.

Dziecko musi mieć bezpośredni kontakt z tą zmianą, żeby się zarazić. Nawet jak ma kontakt, to szanse zakażenia są około 10%. Dlatego, dyskusyjne jest nawet to, czy przy aktywnej opryszczce genitalnej wykonywać cesarskie cięcie. Poza tym wirus opryszczki HSV 1 (opryszczka wargowa) i 2 (genitalna), nie jest wirusem, który bytuje we krwi.

Nosiciele a nawet osoby z aktywnym zakażeniem, mogą być także dawcami krwi. Wiedzieliście o tym? Ja dowiedziałam się dziś, jak doszkalałam się w temacie.

Także, jeżeli wirusa nie ma we krwi, to też nie ma jak dostać się do płodu. Jedynie podczas porodu jest taka możliwość.

Opryszczka a noworodek

Innym zagadnieniem jest już opryszczka rodzica, czy to mamy, czy taty, w okresie noworodkowym. Trzeba wtedy bardzo uważać, żeby nie zarazić dziecka, a o tym już mało kto pamięta i mało się mówi, a w Internecie nie ma o tym niestworzonych historii, nie wiem dlaczego jest tak dużo na temat opryszczki w ciąży, i to właśnie – niestworzonych (niezgodnych medycznie) historii.

Podsumowując – opryszczka na twarzy, kolejna w życiu, nie jest groźna dla Waszego dzieciątka w brzuchu. Tyle w temacie.

Dowiedzieliście się czegoś nowego? Czy ten wpis był przydatny?
Jeżeli znacie kogoś, kogo ten tekst mógłby zainteresować, pokażcie mu go.

Manicure hybrydowy w ciąży

Tyle kobiet mnie o to pyta w wiadomościach i komentarzach, że odpowiadam na to pytanie przynajmniej dwa razy dziennie! Nadszedł czas, by rozprawić się z tym mitem. Nie będę się wielce rozpisywać, bo odpowiedź jest prosta.

Czy można robić manicure hybrydowy w ciąży? Można! Można mieć robiony, robić innym, robić sobie.

Nie ma żadnych dowodów, żeby to w jakikolwiek sposób, wpływało na płód.

Ja prawie całą ciążę z Rogerem, miałam paznokcie hybrydowe i co więcej ok. 25 tygodnia odkryłam możliwość robienia sobie manicure’u samodzielnie. Zatem znacie moją odpowiedź.

Czy myślicie, że gdybym miała najmniejsze wątpliwości co do bezpieczeństwa tej metody, to bym ryzykowała we własnej ciąży?

Jest tylko jedno ale. Jeżeli robicie sobie hybrydę lub inny manicure w salonie (albo u koleżanki), to musicie mieć do wycinania skórek własne przyrządy albo mieć pewność, że te które będą używane, są wysterylizowane!

Ryzyko groźnych infekcji istnieje, jeżeli sprzęt nie będzie prawidłowo przygotowany.

Jak rozpoznać czy sprzęt jest wysterylizowany a nie tylko umyty? Musi być wyjęty z takich specjalnych „opakowań sterylizacyjnych”. Zwracajcie na to uwagę. Pod tym względem, robienie sobie manicure’u hybrydowego w domu, własnym sprzętem, rzeczywiście będzie najbezpieczniejszą metodą w ciąży.

Zdejmować można lakier hybrydowy też normalnie, albo płynem albo frezarką jak wolicie. Jedno i drugie jest bezpieczne w ciąży.

Czy w tym temacie macie jeszcze jakieś pytania? A może skutecznie wyczerpałam temat i żadna z was nie będzie miała już wątpliwości?

PS. To samo dotyczy rąk i stóp.

Zakażenie układu moczowego (ZUM) u dorosłych – objawy, przyczyny i jak leczyć?

Zakażenie układu moczowego – temat ważny dla każdego i wciąż aktualny. Zarówno dla mamuśki jak i dla młodej dziewczyny.

Spis treści:
  1. Czym jest zakażenie układu moczowego?
  2. Objawy zakażenia układu moczowego
  3. Jak zapobiegać zakażeniom układu moczowego?
  4. Co zrobić po pojawieniu się infekcji?

Czym jest zakażenie układu moczowego?

Zakażenie układu moczowego (ZUM) zwane też bardziej literacko „chorobą miesiąca miodowego” (ang. Honeymoon disease). 50% kobiet będzie miała przynajmniej jedno ZUM w życiu, a aż 10% kobiet będzie miało przynajmniej jedno ZUM w roku! Nie ma chyba częstszej przypadłości w ginekologii, choć tak naprawdę nie jest to problem stricte ginekologiczny.

Jest to przypadłość raczej urologiczna lub ogólnomedyczna, jednak ze względu na częstotliwość występowania, z problemem tym spotykają się również ginekolodzy w swojej codziennej pracy.

ZUM nie jest chorobą przenoszoną droga płciową. Może również wystąpić u kobiet, które nigdy nie współżyły, natomiast najważniejszym czynnikiem, który predysponuje do infekcji, jest właśnie współżycie. Podczas stosunku płciowego, bakterie z okolicy odbytu i krocza kobiety oraz bakterie z ciała mężczyzny, zostają jakoby „wepchane” do cewki moczowej kobiety.

W odróżnieniu od pochwy, która jest pełna mikroorganizmów (bakterii i grzybów), cewka moczowa jest środowiskiem raczej jałowym. Wprowadzenie tam bakterii, często powoduje ich rozrost i potencjalną infekcję pęcherza moczowego (lub nawet odmiedniczkowe zapalenie nerek). Gdy partnerzy współżyją ze sobą wiele lat, kobieta staje się odporna na bakterie, które „sprezentuje” jej partner podczas stosunku. Dlatego choroba ta występuje głównie w nowych związkach, zanim się partnerzy, jak to się mówi…. Dotrą.

Objawy zakażenia układu moczowego

My medycy, objawy ZUM nazywamy tzw. dysurycznymi. To bardzo nieprzyjemna dla pacjentów grupa objawów, takich jak:

  • pieczenie przy oddawaniu moczu,
  • częste oddawanie moczu,
  • bóle podbrzusza,
  • uczucie niepełnego opróżnienia pęcherza moczowego.

Jak zapobiegać zakażeniom układu moczowego?

NAJWAŻNIEJSZĄ metodą profilaktyki, którą każda mama powinna przekazać córce, jest to, aby zawsze po stosunku pójść zrobić siku (przeczytaj więcej o higienie po stosunku). Pamiętam, jak mama mi to powiedziała – myślałam, że umrę ze wstydu.

Naturalnie oczyszczamy wtedy cewkę moczową z bakterii i tak po każdym stosunku, ZAWSZE. Nie chodzi o to, żeby zaraz się zerwać do WC, ale powiedzmy w przeciągu 30 minut – i nigdy nie zasypiać po stosunku, bez oddania moczu. Chyba, że macie wieloletniego partnera i wasze wspólne bakterie już nie są dla was groźne – choć nawet wtedy może wam się ZUM przytrafić.

Kolejne metody profilaktyczne to:

  • picie wody – 2-2,5 l dziennie,
  • spożywanie żurawiny (zarówno w postaci naturalnej, jak i w tabletkach). Żurawina zakwasza mocz i zapobiega infekcjom.

Co zrobić już po pojawieniu się infekcji?

W większości krajów, lek Furaginum jest dostępny bez recepty. Można bez konsultacji z lekarzem, spróbować leczyć się samemu. Jeżeli objawy nie miną po 3-4 dniach, konieczna jest konsultacja z lekarzem, a także wykonanie posiewu moczu oraz wdrożenie celowanej antybiotykoterapii.

Jeżeli jesteście w ciąży lub potencjalnej ciąży nie wykluczacie – nie stosujcie leków bez konsultacji z lekarzem.

PS. Zdjęcie z naszego miesiąca miodowego, byliśmy na Zakynthos.

Jak wygląda rutynowa wizyta u ginekologa?

Pewna bliska dla mnie dwudziestokilkulatka uświadomiła mi ostatnio, że taki temat postu jest bardzo ważny. Być może ten tekst przyda się tylko młodym dziewczynom, które jeszcze u ginekologa nigdy nie były, a być może przyda się też innym.

Rozmowa o wizycie u ginekologa, na szczęście jest coraz mniejszym tabu, ale myślę, że nie jedna dziewczyna boi się o to spytać swojej mamy, cioci czy koleżanki. Przez co w efekcie końcowym, być może (z tego lęku) nie uda się do ginekologa i nie wykształtuje w sobie tych „zachowań profilaktycznych”. A potem uda się dopiero „jak będzie musiała”, czyli albo będzie w ciąży, albo będzie miała uporczywą infekcję, w ostateczności uda się po antykoncepcję.

Taka kobieta (ponownie być może – bo nie chce uogólniać) nie wyrobi w sobie tego bardzo ważnego NAWYKU, że do ginekologa chodzimy też „zdrowe” i bez przyczyny, w ramach profilaktyki chorób kobiecych.

Czego obawiają się kobiety przed wizytą?

Czego młode dziewczyny, ale też i wcale nie takie młode kobiety mogą obawiać się przed wizytą?

Wstyd przed rozbieraniem się

Zdaję sobie doskonale sprawę z tego, że jest to krępujące i nie mam na to złotej recepty. Ale zapewniam was, że dla ginekologa to codzienność i nie zwraca on na wasz „wygląd” uwagi (na marginesie powiem, że jest mu też obojętne jaką macie tam „fryzurę”).

Na pierwszej wizycie na pewno będziecie skrępowane – ja byłam, ale z wizyty na wizytę będzie tylko lepiej i myślę, że większość kobiet to potwierdzi.

Wstyd mówienia o problemie z jakim przychodzą

Widzę na co dzień, że kobiety obawiają się mówić o swoich intymnych problemach. Wstydzą się użyć słów: swędzi, piecze, boli, wydzielina, upławy, nieprawidłowy zapach – nie do końca wiem dlaczego tak jest, ale tak jest. A słowa takie jak pochwa czy srom, to już w ogóle połowie społeczeństwa nie przechodzą przez gardło.

W zamian słyszymy: podbrzusze lub po prostu – „tam na dole”. Naszą rolą jako lekarza jest o te objawy wypytać.

Lęk przed bolesnym badaniem

Jeżeli przychodzicie do ginekologa z ostrą infekcją intymną, to rzeczywiście badanie ginekologiczne może być nieprzyjemne, ale u zdrowej kobiety badanie ginekologiczne jest zupełnie bezbolesne. Przy pobieraniu cytologii może być takie jakby nieprzyjemne uczucie drapania, ale zasadniczo to naprawdę nic strasznego – mówię to nie tylko jako lekarka, ale w szczególności jako pacjentka.

Lęk przed intymnymi pytaniami

Jeżeli lekarz zada wam intymne pytanie, to robi to tylko w dobrej wierze. Spyta was od ilu lat współżyjecie, czy przy współżyciu są jakieś problemy, spyta czy stosujecie antykoncepcję, czy i kiedy planujecie ciążę, a jeżeli obecnie planujecie ciążę, to spyta jak często współżyjecie. Bardziej intymnych pytań bym się nie spodziewała.

Jak wygląda wizyta?

Najpierw lekarz zbiera od Was „wywiad” (przez wywiad my – medycy – rozumiemy po prostu rozmowę z wami). Spyta o miesiączki, o choroby przewlekłe, o ciąże, o operacje, o choroby w rodzinie, o to kiedy ostatnio miałyście badania. Na postawie wywiadu lekarz zdecyduje jakie badania na danej wizycie wykonać. Następnie lekarz zaprosi was na badanie.

„Proszę się rozebrać” w tym przypadku znaczy rozebranie się od pasa w dół. Możecie zostać w butach lub w skarpetkach, możecie też być boso – jak wolicie. Najwygodniej do ginekologa pójść w spódnicy, ale nie jest to konieczne.

Badanie ginekologiczne zaczyna się od oglądania zewnętrznych narządów płciowych (zatem jest zupełnie bezbolesne), i na tym kończy się badanie okolic płciowych u dziewicy.

U kobiety współżyjącej, lekarz następnie zakłada wziernik (obecnie wzierniki są plastikowe i naprawdę ich założenie jest minimalnie odczuwalne). Teraz lekarz uwidacznia część pochwową szyjki macicy i jeżeli jest to wizyta profilaktyczna – pobiera cytologię.

Przypomnę wam, że cytologię według PTG powinno się pobierać specjalną szczoteczką, a nie wacikiem!

Po pobraniu cytologii wziernik jest wyciągany i lekarz bada pacjentkę tak zwanym badaniem zestawionym – czyli dwuręcznie. Jedną ręką (jednym lub dwoma palcami) dotyka szyjki macicy, a drugą dłonią przez powłoki brzuszne ocenia położenie, wielkość i ruchomość lub ewentualną bolesność macicy i jajników.

img_1830

Jeżeli lekarz ma dostępny aparat USG, to może (ale nie musi, według uznania po tym co wybadał w badaniu zestawionym) wykonać USG przezpochwowe.

U dziewicy USG wykonuje się przez powłoki brzuszne przy pełnym pęcherzu… lub (to czego się boi wiele pacjentek) przez odbytnicę. Nie bójcie się – to jest konieczne bardzo rzadko i tylko wtedy, kiedy podejrzewamy jakieś zmiany, i nie widać ich przez brzuch.

Na sam koniec ginekolog poleca pacjentce ubrać się od dołu i rozebrać „od góry” – bada piersi.

Obecnie uważa się, że bardziej dokładnym badaniem niż badanie palpacyjne jest badanie USG piersi, zatem nie jest błędem, jeżeli lekarz zamiast badać piersi samodzielnie skieruje was na USG. Po 25. roku życia każda kobieta powinna wykonywać USG piersi raz w roku.

Na koniec lekarz i pacjentka wracają do biurka, i lekarz wydaje pacjentce zalecenia, czyli ewentualne recepty i skierowania.

Jak widzicie, nic strasznego.

Mi bardzo często pacjentki, które przyszły na pierwszą wizytę w życiu, na końcu wizyty mówią z ulgą w głosie: „Pani doktor, niepotrzebnie się obawiałam, było naprawdę ok.”

Tyle w temacie i… badajcie się! 🙂

PS. Historia tego zdjęcia jest niezła, bo ten fotel na którym siedzi Pani Koala, to nie byle jaki fotel  to fotel samego prof. W. – ale o tym innym razem.

Co to jest konflikt serologiczny? Profilaktyka i diagnozowanie

Konflikt serologiczny – temat, o którym można napisać książkę. Wyjaśnienie tego zjawiska w jednym zrozumiałym tekście jest nie lada wyzwaniem…

Konflikt serologiczny jest jednym z tych problemów we współczesnym położnictwie, w którym w ostatnich 20 latach nastąpił ogromny przełom. Jeszcze w latach 90., metody diagnostyczne jak i terapeutyczne były znikome. Bardzo wiele dzieci umierało jeszcze w trakcie ciąży albo w pierwszych tygodniach życia.

Obecnie, problem jest wciąż istotny i powinien o nim pamiętać każdy ginekolog prowadzący ciążę. Jednak co najważniejsze, skuteczna profilaktyka konfliktu serologicznego doczekała się kamieni milowych w dostępności.

Co to jest konflikt serologiczny?

Konflikt serologiczny to niezgodność pomiędzy matką i dzieckiem co do grup krwi. Najczęściej dotyczy antygenu D z układu Rh, jednak może być spowodowany niezgodnością w zakresie pozostałych antygenów układu RH (np. C,E) oraz w innych układach grupowych krwi (np. Kell, MNSs, Kidd,Duffy i ABO).

Taka różnica pomiędzy krwią matki i płodu, w momencie wystąpienia mikroprzecieków płodowo-matczynych, do których zazwyczaj dochodzi w przebiegu każdej ciąży, może doprowadzić do wytworzenia przez organizm kobiety przeciwciał przeciwko krwinkom dziecka. Przeciwciała te przedostają się przez łożysko do płodu, a następnie łączą się z krwinkami dziecka i powodują ich rozpad. Co jest istotą choroby hemolitycznej płodu i noworodka.

Początkowo płód uruchamia tzw. mechanizmy kompensacyjne, aby zapobiec rozwojowi choroby, jednak gdy jest ona niezdiagnozowana lub nieleczona może doprowadzić nawet do zgonu wewnątrzmacicznego lub urodzenia bardzo chorego dziecka.

Kiedy dochodzi do immunizacji? Gdy są mikroprzecieki płodowo-matczyne, mówi się że minimalna objętość obcej krwi 0,2 ml, aby doszło do uczulenia ciężarnej. 

W jakich sytuacjach możemy się tego spodziewać? Gdy mamy uszkodzoną barierę łożyskową, czyli w trakcie porodu (naturalnego i przez cięcie cesarskie), poronienia, operacji ciąży pozamacicznej, a także przy zabiegach wewnątrzmacicznych oraz krwawieniach podczas ciąży.

Szacuje się, że konflikt serologiczny i będąca jego wynikiem choroba hemolityczna dotyczy 0,2-0,3% wszystkich ciąż. Dzięki wprowadzeniu obowiązkowych badań u kobiet ciężarnych w kierunku obecności przeciwciał skierowanych przeciwko antygenom układu czerwonokrwinkowego oraz profilaktyki pod postacią podawania immunoglobuliny anty-D obserwujemy spadek w częstości występowania ciężkich powikłań.

Jak diagnozować konflikt serologiczny?

Na początku ciąży każda kobieta powinna mieć wykonane oznaczenie grupy krwi i badanie w kierunku obecności przeciwciał odpornościowych. Wynik negatywny u kobiet Rh-dodatnich zwalnia z wykonywania dalszych badań, natomiast ciężarne Rh-ujemne muszą powtarzać badanie w każdym trymestrze.

W momencie wykrycia przeciwciał, powinno się określić ich rodzaj i miano, dalsze postępowanie zależy od sytuacji klinicznej. Obecnie metodą diagnostyczną z wyboru jest badanie ultrasonograficzne, a jedyną skuteczną metodą leczenia wewnątrzmacicznego choroby hemolitycznej jest przetaczanie krwi dziecku podczas zabiegu kordocentezy.

Profilaktyka konfliktu serologicznego

Kobietom Rh-ujemnym, które nie wytworzyły przeciwciał anty-D zaleca się profilaktykę śródciążową, pod postacią podania immunoglobuliny anty-D między 28-30. tygodniem ciąży w dawce 300 ug. Ma to na celu zabezpieczenie przed immunizacją do której może dojść w III trymestrze ciąży. 

Po porodzie po raz kolejny podajemy immunoglobulinę anty-D, tak aby zabezpieczyć ciężarną na kolejną ciąże. Powinno się ją podać do 72 h po porodzie dziecka Rh-dodatniego, ale także po poronieniu, usunięciu ciąży pozamacicznej, diagnostyce inwazyjnej lub obfitym krwawieniu w trakcie ciąży. Po każdej następnej ciąży profilaktykę powinno się powtarzać.

W Polsce profilaktyka ta jest zalecana i refundowana. Każda ciężarna z grupą krwi Rh ujemną, po uprzednim sprawdzeniu przeciwciał powinna otrzymać immunoglobulinę między 28. a 30. tygodniem ciąży. Istnieje również możliwość otrzymania immunoglobuliny prywatnie – to koszt około 400 zł.

Genotypowanie płodu

Nie każdy wie, że istnieje możliwość genotypowania płodu. Jest to nieinwazyjna metoda diagnostyczna, polegająca na pobraniu krwi matki i wyizolowaniu z niej wolnego DNA płodowego, a następnie poszukiwaniu w nim antygenu D. Dzięki czemu już w trakcie ciąży możemy się dowiedzieć, czy dziecko ma krew Rh-dodatnią.

Kobiety Rh-ujemne, których dzieci są Rh-ujemne są zwolnione z konieczności stosowania profilaktyki. W chwili obecnej takie badanie w Polsce jest dodatkowo płatne lub dostępne w niektórych ośrodkach w trakcie badan klinicznych.

Kilka słów od Nicoli

Ja jestem Rh ujemna. Kuba, lekarz – nie znał swojej grupy krwi! Sprawdziliśmy i jest Rh dodatni, zatem w 28. tygodniu zrobił mi zastrzyk z immunoglobuliny. Roger urodził się Rh ujemny, więc zastrzyk nie był teoretycznie potrzebny, ale czy postąpiłabym tak samo ponownie? Oczywiście, że tak!

Rozumiecie teraz na czym polega profilaktyka? Jeżeli jesteśmy w grupie zwiększonego ryzyka, próbujemy zapobiec czemuś co być może nigdy nie nastąpi.

PS. Po moim poronieniu też zdecydowałam się na zastrzyk z immunoglobuliny.

Źródła:

  • Bręborowicz G.H. (red.) Położnicto i ginekologia. Tom I. Warszawa 2020,
  • Bręborowicz G. H. (red.). Położnictwo i ginekologia. Tom II.  Warszawa 2013; 
  • Sapa A i inni, 2014. Diagnostyczna przydatność detekcji genu RHD w osoczu ciężarnych w profilaktyce konfliktu matczyno-płodowego na tle antygenu D z układu Rh. Ginekologia Polska; 85: 570-576. 

Obrazowo o chorobach tarczycy

Wyobraźcie sobie, że każda komórka w naszym ciele jest jak łódka motorowa, która płynie. Jednak to, czy płynie z prądem czy pod prąd, czy płynie szybko, czy wolno, czy skutecznie omija fale (problemy życiowe) zależy od silniczka. Tym silniczkiem w naszym ciele jest metabolizm. Tak jak silniczek nie będzie działał bez benzyny, tak i metabolizm nie będzie działał bez tyroksyny.

Benzyna, jak dobrze wiecie, produkowana jest w rafinerii. Pewnie wiele z was też wie, że tyroksyna produkowana jest w tarczycy. Zatem dla potrzeb naszej dalszej historii – tarczyca to taka rafineria, a rafinerią zarządza szejk. Szejk jak to szejk, mieszka w pałacu, na wzgórzu, czyli w przysadce mózgowej. Szejk ma masę zadań, jednym z nich jest ustalanie ile baryłek ropy (TSH) wysłać do rafinerii. Czasami szejk jest zły i wysyła bardzo mało baryłek do rafinerii, wtedy też rafineria nie ma z czego zrobić benzyny.

Taka sytuacja nazywa się wtórną niedoczynnością tarczycy i jest bardzo, bardzo rzadka bo szejk jest interesowny i wyjątkowo rzadko zły (chory). Dużo częściej się zdarza, że spekulanci z Irlandii (Pan Graves) i Niemiec (Pan von Basedow), zaczynają wysyłać swoje baryłki do rafinerii, a ponieważ rafineria jest wydajna i nastawiona na zyski to produkuje bardzo dużo benzyny (nadczynność tarczycy). Szejk kiepsko sobie radzi ze spekulantami i sam w końcu przestaje wysyłać baryłki do rafinerii (niskie TSH).

Dużo częściej się jednak zdarza, że nie ma konfliktu międzynarodowego, więc szejk wysyła prawidłową ilość baryłek do rafinerii, ale w rafinerii coś szwankuje (to się popsuł kocioł, to zatkał się komin). Szejk nie wie o co chodzi więc myśli sobie, że pewnie brakuje w rafinerii baryłek, ale nic to nie daje. Mamy bardzo dużo baryłek przed rafinerią (wysokie TSH), ale benzyny produkuje się mało (niskie ft4 ft3). Jest to wtórna niedoczynność tarczycy.

Czasami w rafinerii brakuje też prądu (jodu) i wtedy ona też nie może prawidłowo funkcjonować. Tego prądu brakuje dużo częściej w rafineriach dalej od morza. Sytuacja w rafinerii może być jeszcze bardziej skomplikowana jeżeli… w rafinerii działa związek zawodowy, pod wodzą emigranta z Japonii – pana Hashimoto.

Pan Hashimoto to zły człowiek i o bardzo zmiennym nastroju, sam nie wie czego chce. Czym bardziej jest zły, tym więcej wydaje z siebie krzyków (przeciwciała anty TPO). Czasami w swojej złości nakazuje pracownikom pracować szybciej i produkować dużo benzyny (wysokie ft4), aż brakuje baryłek (niskie TSH), ale potem ni z tego, ni z owego robi bunt na szejka.

Mimo, że szejk wysyła coraz więcej baryłek, zbuntowani pracownicy produkują coraz mniej benzyny i niszczą rafinerię raz na zawsze. Aż w końcu benzynę do motorówek musimy brać z innego źródła – z Ameryki (tableki Euthyrox lub Letrox). Szejk jest wściekły, bo taka benzyna jest droższa i czasami są problemy z dostawą (pominięcie tabletki), ale co ma zrobić? Rafinerię mu związek zawodowy rozwalił.

Ja się borykam ze związkami zawodowymi, a wręcz walkę już przegrałam. A wy?
Bardziej medycznie też kiedyś napiszę, ale na razie naszło mnie na coś takiego. Mam nadzieję, że przypadło wam to do gustu.

PS. W roli poprawności dodam, że tyroksyna nie jest bezpośrednio produkowana z TSH jak benzyna z ropy (mam nadzieję, że tą drobną nieścisłość mi wybaczycie).

Jeżeli historyjka przypadła wam do gustu to udostępniajcie! 🙂 Znacie kogoś kto ma problem z tarczycą i chętnie to przeczyta? Pokażcie tej osobie mój wpis.

Przeczytaj więcej o chorobach tarczycy:

Nadciśnienie tętnicze w ciąży – podstawy

To będzie wpis o nadciśnieniu tętniczym w ciąży. Będzie przydługi (a nawet bardzo długi :)), ale zachęcam was do przeczytania bo myślę, że zaciekawi nie tylko osoby bezpośrednio tym tematem dotknięte.

Aby dodać „pikanterii” zdradzę na początku pewien szczegół – mój mąż i mój merytoryczny recenzent tego wpisu @tata_rogera, pracuje w Klinice Nadciśnienia Tętniczego w Instytucie Kardiologii – i nawet Kuba z tego wpisu dowiedział się czegoś nowego… Zatem dajcie mi szansę i przeczytajcie do końca.

Normy wartości ciśnienia tętniczego (RR – skrót pochodzi od nazwiska Pana Riva Rocci, który wymyślił metodę pomiaru ciśnienia krwi) są takie same w ciąży jak i „nie w ciąży”, i wynoszą mniej niż 140/90 – zarówno górny, czyli „skurczowy” jak i dolny, czyli „rozkurczowy” pomiar, nie powinny tych wartości przekraczać.

Jednak warte podkreślenia jest to, że fizjologicznie RR spada (!) w ciąży. Wynika to z wielu czynników – miedzy innymi przez wzrost progesteronu, głównego hormonu ciążowego, który obniża napięcie mięśni gładkich, w tym także mięśni naczyń krwionośnych.

Obniżenie RR w ciąży jest stanem „zamierzonym”, ponieważ przy niższym ciśnieniu krwi łożysko (narząd, który odżywia dziecko w brzuchu) jest lepiej perfundowane (potocznie mówiąc – lepiej ukrwione). Jeżeli kobieta czuje się dobrze, to nie ma czegoś takiego jak zbyt niskie ciśnienie tętnicze… 😀 Musiałam to napisać, ponieważ często pacjentki mają się świetnie, a dziwią się czemu ich RR wynosi na przykład 90/50. W ciąży często się to zdarza i nie budzi żadnego niepokoju.

Niepokój w ciąży (i to całkiem spory), budzi natomiast nadciśnienie tętnicze.

Zacznę od banału – nadciśnienie tętnicze w ciąży możemy podzielić wydawało by się dość sztucznie, (a jednak nie):

  • na nadciśnienie tętnicze, które po raz pierwszy rozpoznajmy przed 20. tygodniem ciąży. Jest to wtedy nadciśnienie tętnicze przedciążowe (EH – essential hypertension) i to jest to „lepsze” nadciśnienie.
  • Natomiast nadciśnienie tętnicze które pojawi się po 20. tygodniu ciąży, nazywane jest nadciśnieniem indukowanym ciążą (PIH – pregnancy induced hypertension) i jest tym zdecydowanie „gorszym” bohaterem tego wpisu.

Zarówno EH jak i PIH mogą wiązać się z gorszym wzrastaniem płodu (hipotrofią płodu) oraz ryzykiem wcześniactwa, jeżeli ciążę trzeba by było szybciej rozwiązać by ratować matkę. Oba, mimo różnej etiologii, leczone są tak samo.

Lekiem pierwszego rzutu jest metyldopa. Jeżeli ten lek nie skutkuje, to podaje się leki z grupy beta-blokerów. W ciąży najbezpieczniejszy jest labetalol (lek dostępny w Polsce tylko na tzw. import docelowy). Celem leczenia jest doprowadzenie ciąży do terminu porodu lub przynajmniej do 37. tygodnia z ciśnieniem mniejszym niż 140/90 (przy prawidłowym wzrastaniu płodu) oraz bez powikłań narządowych i białkomoczu.

Dobra, narazie nie było nic ciekawego… Więc do rzeczy.

Czy wiecie, że nadciśnienie tętnicze jest jednym z najczęstszych powikłań ciąży, a przy tym jest chorobą która występuje wyłącznie u gatunku ludzkiego. Wynika to z tego, że człowiek (i dosłownie kilka rodzajów nadrzędnych małp), ma łożysko tzw. krwiokosmówkowe.

Jest to łożysko, które bardzo inwazyjnie wzrasta w błonę śluzową macicy – tworzy ogromną sieć naczyń, które mają ma celu dostarczyć relatywnie więcej krwi do wzrastającego płodu niż przewidywałby normalny przepływ krwi matki.

Dzieje się tak, ponieważ zarodki ludzkie w porównaniu do innych zwierząt mają OGROMNE mózgi, które do rozwoju potrzebują bardzo dużo substancji odżywczych. Jeżeli łożysko nieprawidłowo się zagnieździ, a dzieje się tak właśnie do 20 tyg. ciąży to narząd ten [łożysko] zaczyna się „denerwować”, że otrzymuje za mało substancji potrzebnych do rozwoju mózgu i wysyła sygnały do ciała matki, które podnoszą jej ciśnienie tętnicze.

Początkowo to bardzo skutecznie zwiększa przepływ przez łożysko, więc mierne nadciśnienie przy słabo zagnieżdżonymi łożysku jest „ewolucyjnie porządane”. Jednak w pewnym momencie organizm kobiety przestaje sobie radzić ze zwiększającymi wartościami ciśnienia. Najpierw gorzej zaczynają funkcjonować nerki – pojawia się białko w moczu. Nazywa się to stanem przedrzucawkowym (preclampsia).

Jeżeli lekarze nie zareagują odrazu i skutecznie nie obniżą ciśnienia matce, to nieuchronnie prowadzi to do niewydolności wielonarządowej i stanów bezpośredniego zagrożenia życia dla matki – RZUCAWKI (eclampsia) lub zespołu HELLP. Niestety, łożysko i jego ewolucyjna moc, aby zapewnić rozwój mózgu zarodka gatunku ludzkiego są zazwyczaj silniejsze niż jakiegokolwiek leki, które są nam lekarzom dostępne.

Jedynym ratunkiem dla matki i płodu jest usunięcie łożyska, które chcąc ratować dziecko „zatruwa” matkę (stąd stara nazwa zatrucie ciążowe).

Co to znaczy usunąć łożysko? To znaczy zakończyć pilnie ciąże – nieważne, który jest tydzień, ponieważ przy wyczekującym postępowaniu, nieleczony stan przedrzucawkowy nieuchronnie prowadzi do śmierci matki i nienarodzonego dziecka. Czym pózniej dojdzie do takiej dekompensacji tym lepiej i tym mniejsze powikłania związane z wcześniactwem.

Pan Prof. Nicolaides wysnuł teorię dodatkową, że każda kobieta miałaby preclampsie statystycznie w 54. tygodniu ciąży – wtedy u każdej z nas łożysko zaczęłoby wołać o pomoc. Na szczęście ciąża trwa fizjologicznie tylko 40 tygodni i takie powikłania są u 0,3 – 1% kobiet.

Cześciej u kobiet poniżej 20. roku życia i po 35. roku życia, otyłych, z wywiadem preclampsi w rodzine lub poprzedniej ciąży z chorobami krzepnięcia np. APS oraz u kobiet rasy czarnej. (Niechętnie to piszę, ale palenie przed ciąża z dziwnych względów zmniejsza ryzyko preclampsi – natomiast palenie ma sto innych powikłań wiec nie zachęcam!)

Ciekawostka

Czy wiecie, że istnieje teoria, iż Neandertalczycy wymarli, bo ich łożyska nie radziły sobie z dostarczaniem wystarczającej ilości krwi do rozwijającego się mózgu? Skutecznie powodowało „zatrucie ciążowe” i śmierć neandertalskich matek. Ponieważ ewolucyjnie bardziej opłaca się mieć duży mózg niż mniej inwazyjne łożysko, które nie powoduje nadciśnienia – to my Homo Sapiens (współczesny gatunek ludzki) mamy właśnie takie „perfidne” te łożyska.

Jeżeli miałyście, macie lub będziecie mieć nadciśnienie tętnicze w ciąży, to pamiętajcie że jest to jeden ze sposobów natury, abyście miały zdrowe i mądre dziecko albo nie miały go w ogóle, bo łożysko woli was „zatruć”, zamiast urodzić „nieperfekcyjnie” rozwinięty płód.

Profilaktyka

Możemy na szczęście dość skutecznie poprawić inwazje łożyska i w dużej mierze zapobiec nadciśnieniu w ciąży. Mowa o profilaktyce kwasem acetylosalicylowym.

Do kilku lat temu zabroniony w ciąży, okazuje się, że ma zbawienny wpływ na inwazję łożyska. Stosowany w dawcę profilaktyczne 150 mg bardzo znacząco poprawia „inwazję” łożyska i przez to u bardzo wielu kobiet wysokiego ryzyka zapobiega nadciśnieniu tętniczemu, preeklampsji, hipotrofii i jatrogennemu (wywolanemu przez lekarzy) porodowi przedwczesnemu.

Przeczytaj o nadciśnieniu tętniczym w ciąży okiem kardiologa.

Badania prenatalne w I trymestrze (USG, test PAPP-A, NIPT)

USG genetyczne i test PAPP-A

Badanie prenatalne 11.-14. tydzień ciąży, czyli tak zwane USG genetyczne z testem PAPP-A (testem podwójnym).

Jest to pierwsze szczegółowe i według wielu źródeł, najważniejsze USG w ciąży. Może być wykonane dokładnie pomiędzy 11. tygodniem i 1 dniem, a 14. tygodniem i 1 dniem.

Ponieważ wiadomo, że w I trymestrze zarodki rosną w takim samym tempie, to 11+1 odpowiada CRL (crown rump lenght – długość ciemieniowo-siedzeniowa) 45 mm,a 14+1 CRL 84 mm – jest to o tyle ważne, że często kobiety mają niezgodność wieku ciąży obliczonego według ostatniej miesiączki, a tym co widać w USG i może być tak, że zgłosicie się za wcześnie na to USG – tzn. jeżeli CRL jest mniejszy niż 45 mm – nie jest to wtedy duży problem, przelicza się wiek ciąży oraz umawia odpowiedni termin, lub za późno jeżeli CRL jest większe niż 84 mm – co już jest dużo większym problemem klinicznym, ponieważ nie można tego badania wtedy już wykonać. To nie jest tak, że lekarz nie chce… po prostu nie jest to możliwe po tym terminie.

Idealnym momentem na wykonanie tego badania jest okres pomiędzy 12.-13. tygodniem. Ponieważ w 11. tygodniu dziecko jest jeszcze małe i niektórych narządów np. serca nie da się jeszcze szczegółowo ocenić, choć nie jest to obowiązkowy element tego badania, natomiast po 13. tygodniu dziecko zaczyna preferować pozycję „wyprostną” – czyli wygina główkę do tyłu – jakby się rozciągało i trudno jest wtedy prawidłowo zmierzyć zarówno CRL jak i przezierność karku (NT nuchal translucency) – badanie trwa wtedy często dłużej.

Test PAPP-A (a tak naprawdę to powinno to się mówić „test podwójny” wg. FMF) jest badaniem przesiewowym w kierunku zespołu Downa oraz innych wad genetycznych – dostarcza nam też informacji o funkcji łożyska – o czym wiele pacjentek nie wie.

Jest to zwykłe pobranie krwi mamy, które można wykonać już od skończonego 8. tygodnia do 13+6. Z wygody test jest zazwyczaj pobierany w dniu badania USG, natomiast nie jest to konieczne. Ja swoim pacjentkom zazwyczaj zlecam już tydzień przed USG – żeby w dniu badania mieć dostępny wynik i wydać pacjentce pełny opis.

Badanie USG pomiędzy 11.-14. tygodniem ciąży ma 3 główne cele:

  1. Ocena wieku ciąży na podstawie długości CRL – czy wiek ciąży jest zgodny z tym obliczonym z ostatniej miesiączki, jeżeli jest ponad 5 dni różnicy to się weryfikuje na podstawie tego USG.
  2. Jest to pierwszy moment w którym możemy ocenić anatomię płodu. Istnieje wiele wad np. wytrzewienie lub anencefalia, które można już na tym etapie wykluczyć. Jednak jest też wiele innych wad np. wady kończyn lub wady serca, które na tym etapie nie są możliwe do szczegółowej oceny, dlatego tak istotne jest badanie w połowie ciąży – o czym napisze już niebawem.
  3. Najważniejszym celem jest ocena ryzyka wystąpienia wad chromosomalnych z Zespołem Downa na czele. Jest to bardzo istotne, ponieważ jeśli nie wykonamy tego na tym etapie to w późniejszych badaniach USG takiej oceny nie będziemy mogli już dokonać.

Samym badaniem USG w najlepszym wypadku możemy rozpoznać ok 80% płodów z zespołem Downa. To znaczy, że 1/5 dzieci, które urodzi się z zespołem Downa w USG wygląda ZUPEŁNIE prawidłowo. Jeżeli dodatkowo wykonamy test PAPP-A, który będzie zinterpretowany łącznie z USG genetycznym jesteśmy w stanie zwiększyć czułość badania do 95%. Zatem można to rozumieć tak, że test PAPP-A pomaga nam zidentyfikować te chore dzieci, które w USG wyglądały PRAWIDŁOWO.

Dlatego test PAPP-A na świecie np. w UK czy Niemczech jest refundowany u każdej kobiety.

Jest to badanie wskazane właśnie wtedy, jeżeli w USG wszystko jest dobrze. Jeśli w USG widzimy wady lub podejrzewamy zespoły genetyczne to test PAPP-A nie będzie raczej pomocny. Także nie zlecanie lub chociaż informowanie o teście PAPP-A z powodu prawidłowego obrazu USG jest po prostu nieprawidłowym postępowaniem przez lekarzy (przepraszam za te słowa kolegów, ale takie są medyczne fakty, jest to zgodne z stanowiskiem zarówno FMF jak i PTG).

Co innego, jeżeli pacjentka nie chce mieć takiej wiedzy, to jest oczywiście argument, żeby nie zlecać testu PAPP-A –  jak najbardziej do uszanowania.

Test PAPP-A z założenia ma za zadanie nadinterpretować nieprawidłowe wyniki i u 5% kobiet będzie fałszywie dodatni, czyli to o czym wiele z was pisze. Jesteście rozżalone, że test był zły a dziecko zdrowe. Musicie zrozumieć, że to jest jego zadanie: znalezienie kobiet, u których łożyska wysyłają nieprawidłowe sygnały. Może też tak być w ciąży zdrowej. Ale już bardzo rzadko test PAPP-A będzie dobry a dziecko chore.

Za nieprawidłowy wynik uważa się ryzyko większe niż 1:300, lub jeżeli w USG widzimy ewidentne wady – bardzo wysokie (>3,5mm) NT lub inne duże nieprawidłowości np. wytrzewienie czy wady układu moczowego (megacystis, brak kości nosowej nie jest dużą wadą) – to tylko przykłady, bo takich wad mogłabym wymieniać dużo więcej. Wskazane jest wtedy badanie diagnostyczne – badaniem diagnostycznym jest pobranie materiału genetycznego płodu czyli amniopunkcja lub biopsja kosmówki.

Te badania niestety mają jedną dużą wadę – mają ryzyko poronienia. Jak wysokie jest to ryzyko poronienia? To jest bardzo trudne pytanie. Do ubiegłego roku mówiliśmy pacjentkom, że jest to ryzyko rzędu 1 %. Natomiast w 2015 roku ukazała się bardzo duża praca naukowa spod skrzydeł FMF  i prof. Nicolaides (czyli twórcy USG genetycznego i testu podwójnego) – że to ryzyko jest dużo niższe – ok 0,1%. Niemniej jednak ryzyko poronienia po badaniu inwazyjnym pozostaje.

Czyli są realne szanse, że mimo tego, że ciąża okaże się zdrowa, kobieta ją po tym badaniu może poronić. Problemów z tym badaniem jest jeszcze kilka – na wyniki często czeka się długo, nawet do 3 tygodni. Amniopunkcji nie można wykonać przed 16. tygodniem. A biopsje kosmówki można od 11. tygodnia, ale mało który ginekolog ją wykonuje w Polsce. Często więc, kobieta do 19. tygodnia żyje w stresie i niepewności. Co więcej, te badania w większości przypadków wykluczają tylko wady chromosomalne a nie mówią nic o większości wad genetycznych – czego wiele pacjentek od tych testów oczekuje.

Oczywiście, jeżeli mamy znaną wadę w rodzinie – to z tego materiału można wykonać celowane badanie, ale u zdecydowanie większości kobiet ocenia się tylko kariotyp czyli ilość chromosomów płodu.

Wyklucza się zespół Downa i kilka innych wad chromosomalnych.

Testy NIPT

Od kilku lat dostępne są tak zwane testy NIPT (non-invasive prenatal testing) – tych testów na polskim rynku jest obecnie wiele. Wszystkie są dobre, różnią się zakresem badań i wad, które wykluczają, różnią się ceną i różnią się czasem oczekiwania.

NIPT – bada DNA płodowe z krwi matki, można wykonać je już od 10. tygodnia ciąży – czyli wynik jest dużo szybciej oraz nie wiąże się to z żadnym ryzykiem dla płodu.

Wadą NIPT jest cena – waha się od 1700 do 3000 zł. Poza tym, badania są rewelacyjne. Dają zarówno mamie jak i lekarzowi prowadzącemu ciążę ogromny spokój. Czułość NIPT jest rzędu 99,8%!

Bardzo, bardzo zachęcam Was do wykonania takich badań jeżeli tylko jest to w ramach waszych możliwości.

Natomiast muszę podkreślić, że nie są to badania diagnostyczne, jeśli wynik tych testów jest nieprawidłowy to i tak trzeba go potwierdzić badaniem inwazyjnym.

Na dziś to tyle – postaram się odpowiedzieć na wasze pytania w tym temacie w komentarzach oraz zachęcam was do obejrzenia mojego filmiku na YouTube o teście PAPP-A, macie tam od tak zwanej „kuchni” wytłumaczone, jak interpretowane są wyniki badania i dlaczego warto to badanie robić.